ProduktZastosowaniaCennikBlogKontakt
Panel Zaloguj się Załóż konto
Automatyzacja obsługi klienta

Co automatyzować najpierw, gdy masz jedną osobę od wsparcia

Co automatyzować najpierw, gdy masz jedną osobę od wsparcia

Jednoosobowy dział wsparcia nie sypie się tak, jak wszyscy się spodziewają. Nie pada pod naporem liczby zgłoszeń. On się wykrusza. Każdego ranka spalasz te same dwadzieścia minut na powtarzalne odpowiedzi, a zgłoszenie, które naprawdę wymagało myślenia, leży do czwartku. Automatyzacja pomaga. Ale tylko wtedy, gdy wycelujesz ją w odpowiednie miejsce. Wycelujesz źle i kupujesz sobie kolejny system do pilnowania, w dodatku na wierzchu kolejki, którą i tak już przegrywasz.

Zacznij od czytania własnej skrzynki, nie listy funkcji

Zanim spojrzysz na jakiekolwiek narzędzie, poświęć tydzień na tagowanie przychodzących zgłoszeń według typu pytania, a nie linii produktowej czy kanału. Kanał mówi ci, gdzie ktoś się pojawił. Typ pytania mówi, czego chciał, i tylko to drugie da się oddać oprogramowaniu.

Szukasz powtarzalności. Jeśli to samo pytanie przychodzi w pięciu różnych sformułowaniach, to jeden kandydat do automatyzacji, a nie pięciu. Twoja osoba od wsparcia zna te odpowiedzi na pamięć i właśnie dlatego nigdy nie zostały spisane w miejscu, do którego bot mógłby sięgnąć. Wiedza w jednej głowie wygląda na oszczędność dokładnie do momentu, aż ta głowa wyjedzie na urlop.

Oto metoda na jedno popołudnie. Wyeksportuj dwieście ostatnich zgłoszeń, posortuj je po treści pierwszej odpowiedzi i wyłap te odpowiedzi, które twoja osoba w praktyce kopiuje i wkleja. Niemal identyczne pierwsze odpowiedzi to twoja krótka lista, uszeregowana według tego, jak często się pojawiają.

Błąd jest tu do przewidzenia. Zespoły wybierają cele automatyzacji według tego, co irytuje, a nie tego, co faktycznie częste, a potem spalają trzy tygodnie na automatyzację zapadającego w pamięć przypadku brzegowego, który zdarza się dwa razy na kwartał. Irytacja i częstotliwość to dwie różne miary. Tylko jedna z nich zwraca koszt wdrożenia. Jeśli chcesz najpierw szerzej spojrzeć na kompromisy, warto przeczytać więcej o automatyzacji wsparcia, zanim poświęcisz na to miesiąc.

Trzy typy zgłoszeń, które warto oddać jako pierwsze

Trzy kategorie należą na początek kolejki i dopasujesz je do swojego otagowanego eksportu w kilka minut.

  • Pytania o status i wyszukanie informacji. „Gdzie jest moje zamówienie”, „czy niebieski jest już dostępny”, „do której jesteście otwarci w sobotę”. Duża liczba, prawie zero oceny sytuacji, a odpowiedź gdzieś już istnieje na piśmie.
  • Pytania o zasady i procesy. „Jak działają zwroty”, „czy wysyłacie do Norwegii”, „co tak naprawdę obejmuje gwarancja”. Stabilne i mieszkają w dokumencie. A przynajmniej powinny.
  • Pytania przedzakupowe od osób, które nie są jeszcze klientami. „Czy to pasuje do modelu z 2019 roku”, „czym różnią się te dwa rozmiary”. Jednoosobowe wsparcie odpowiada na nie na końcu, po obecnych klientach, i po cichu traci w tej luce sprzedaż.

Wspólny wątek wszystkich trzech znaczy więcej niż same kategorie: każde z tych pytań ma jedną poprawną odpowiedź, która nie zmienia się w zależności od tego, kto pyta ani jak bardzo jest zirytowany. To właśnie ta cecha sprawia, że pytanie da się bezpiecznie zautomatyzować. Jest też niezłym testem dla wszystkiego, co później skusi cię do dołożenia.

Co nigdy nie powinno zejść z biurka człowieka

Część zgłoszeń zostaje przy twojej osobie niezależnie od tego, jak dobre będą narzędzia. Wszystko, gdzie pieniądze idą w złą stronę - zwroty pieniędzy, obciążenia zwrotne, spory o płatności, rezygnacje, przy których wciąż da się uratować klienta - należy do człowieka, który wyczuje sytuację i zrobi wyjątek.

Druga kategoria to skargi od klientów, którzy już są źli. Technicznie poprawna odpowiedź podana przez bota komuś, kto chciał zwykłego przyznania mu racji, nie zamyka zgłoszenia. Eskaluje je. Ta osoba nie pytała o informację.

Po trzecie: wszystko, gdzie uczciwa odpowiedź brzmi to zależy, a te zależności siedzą w czyjejś głowie zamiast w dokumencie. Jeśli twoja osoba nie potrafi spisać reguły decyzyjnej w trzech zdaniach, baza wiedzy też jej nie pomieści.

W jednoosobowym dziale dołóż do tego twardą zasadę: wszystko, co może zamienić się w publiczną opinię albo kwestię prawną, zostaje przy człowieku. Bez wyjątków. Większe zespoły mogą część tego zautomatyzować przy wąsko ustawionym zakresie i przełożonym, który codziennie czyta transkrypcje. Jednoosobowe wsparcie nie ma miejsca na taki nadzór, a odzyskanie czasu było przecież całym celem.

Baza wiedzy to jest ten właściwy projekt

Bot nie jest pracą. Pracą jest zebranie materiału źródłowego i to tutaj większość jednoosobowych wdrożeń grzęźnie - gdzieś w drugim tygodniu, panel skonfigurowany, a nie ma czym go nakarmić.

Botino buduje odpowiedzi z bazy wiedzy, którą wgrywasz: dokumentów, poradników, FAQ i innych plików źródłowych. Ma to oczywistą konsekwencję. Górny pułap jakości każdej odpowiedzi wyznacza to, co wgrasz, więc ogólnikowe FAQ daje ogólnikowego bota. Za każdym razem. Warto sprawdzić, co platforma potrafi zrobić z tym materiałem, zanim zdecydujesz, ile go napisać.

Zacznij od odpowiedzi, które twoja osoba już wysyła. Wyciągnij z programu pocztowego dziesięć najczęściej powtarzanych i zamień każdą w krótki, prosty dokument. Szybciej niż pisanie od zera i dokładniej, bo te odpowiedzi już przeszły zderzenie z prawdziwymi klientami.

Pisz pod wyszukiwanie, nie pod czytanie. Jedno pytanie na sekcję, nazwy produktów i zasad wypisane za każdym razem w całości, żadnego „jak wspomniano wyżej” - system może nigdy nie zobaczyć tego, co było wyżej. To, co odróżnia działające wdrożenie od martwego, jest zwykle przyziemne: dokumenty, które podają aktualną zasadę wprost, kontra dokumenty na tyle ogólnikowe, żeby wciąż być formalnie prawdziwe.

Pierwszy miesiąc, po kolei

Tydzień pierwszy: taguj zgłoszenia, wybierz trzy najczęstsze typy pytań, napisz dokumenty źródłowe. Zero konfiguracji bota. Nie otwieraj narzędzia. Serio - chęć skonfigurowania czegoś, zanim wiesz, co ma mówić, to główny powód, dla którego pierwszy miesiąc rozłazi się do trzeciego.

Tydzień drugi: zarejestruj się i ustaw pierwszego voicebota, który po rejestracji jest darmowy. W panelu konfigurujesz nazwę bota, ton, zakres i bazę wiedzy. Trzymaj zakres celowo wąsko: trzy wybrane typy pytań i nic obok.

Tydzień trzeci: uruchom go wewnętrznie albo na kanale o małym ruchu. Zadaj mu prawdziwe pytania z eksportu zgłoszeń, słowo w słowo, razem z tymi źle sformułowanymi. Kiedy odpowiedź wyjdzie zła, popraw dokument, a nie brzmienie konfiguracji. Dłubanie w promptach zakrywa dziury w materiale źródłowym, zamiast je zasypywać.

Tydzień czwarty: pokaż go klientom z widoczną, łatwą drogą do człowieka i przeczytaj każdą rozmowę osobiście. Nie dokładaj drugiego zastosowania, dopóki pierwsze nie odpowiada poprawnie wtedy, gdy nikt nie patrzy.

Eskalacja to decyzja projektowa, a nie wyjście awaryjne

Zdecyduj z góry, co się dzieje, gdy bot nie wie. Czysta wiadomość o przekazaniu rozmowy za każdym razem bije pewne siebie zgadywanie, a tę decyzję podejmujesz podczas konfiguracji, nie w trakcie rozmowy.

Prowadzone rozmowy w Botino odpowiadają z bazy wiedzy i kierują ludzi do właściwej informacji, co działa dobrze, gdy granica jest wprost zapisana w skonfigurowanym zakresie. Bot z wąsko i jasno określonym zadaniem mówi „z tym nie pomogę, oto kto pomoże” i na tym koniec. Bot z mglistym zadaniem improwizuje. A improwizacja to miejsce, w którym umiera zaufanie.

W ogólnej praktyce kierowanie przekazań i przegląd rozmów leżą poza samym botem. Zaplanuj je mimo to: ustal, kto i kiedy czyta nierozwiązane rozmowy, przed startem, a nie po pierwszej skardze. Mechanikę przekazywania czatu człowiekowi warto ustawić, zanim napiszesz wiadomość o przekazaniu.

W jednoosobowym dziale grupuj eskalacje w paczki. Jedno okienko przeglądu dziennie bije strumień przerywników, a to właśnie one były pierwotnym problemem do rozwiązania. Wielojęzyczne wsparcie zmienia tu rachunek - jeśli bot odpowiada w języku, którego twoja osoba nie zna, zawęź zakres jeszcze bardziej, bo nie da się nadzorować czegoś, czego nie potrafisz przeczytać.

Skąd wiadomo, czy to faktycznie zadziałało

Oceniaj to po kalendarzu swojej osoby, nie po liczbie rozmów. Czy powtarzalne odpowiedzi zniknęły z dnia pracy? Czy zgłoszenia wymagające namysłu dostały odpowiedź tego samego popołudnia zamiast trzy dni później? Liczba obsłużonych rozmów przy tej skali jest liczbą na pokaz. Jeśli później zechcesz twardszej liczby, jak mierzyć wskaźnik samodzielnej obsługi to dobry punkt startu.

W pierwszych tygodniach czytaj transkrypcje ręcznie. Jednoosobowy dział ma na tyle mało rozmów, że próbkowanie nie ma sensu, a przeczytanie wszystkich powie ci o prawdziwym słownictwie twoich klientów więcej niż jakiekolwiek podsumowanie.

Dwa sygnały awarii zasługują na stałą uwagę. Pierwszy: klienci przeformułowujący w kółko to samo pytanie - wyszukiwanie nie znajduje czegoś, co twoje dokumenty powinny obejmować. Drugi: eskalacje przychodzące z mniejszym kontekstem niż wcześniej, co znaczy, że bot wchłania użyteczną część rozmowy i podaje ci resztki.

Aktualizuj bazę wiedzy w ustalonym rytmie powiązanym ze zmianami zasad, bo inaczej po cichu zamieni się w źródło nieaktualnych odpowiedzi. Automatyzacja w jednoosobowym dziale nigdy nie polegała na obsłudze większej liczby zgłoszeń. Chodzi o ochronę tych godzin, w których naprawdę liczy się ocena sytuacji.